Gdy za zachodnią granicą Polski pojawiają się nagłówki o najniższych od kilkunastu lat stanach magazynowych i możliwym racjonowaniu surowca dla fabryk, naturalnie rodzi się pytanie o stabilność naszego rynku. Zależności w europejskiej energetyce sprawiają, że kryzysy rzadko zatrzymują się na granicach państwowych. Zanim jednak emocje wezmą górę nad faktami, warto sprawdzić, co dokładnie dzieje się na rynku gazu i czy obawy niemieckiego przemysłu mają przełożenie na sytuację w Polsce.
Niemiecka dyskusja o stanie magazynów gazu skupia się na liczbach, które na pierwszy rzut oka budzą niepokój. Poziom napełnienia niemieckich zbiorników wynosi obecnie 55%, co stanowi najniższą wartość w tym okresie od 15 lat. Prognozy zrzeszenia operatorów INES wskazują, że do 1 listopada wskaźnik ten osiągnie najwyżej 77%. Choć w mediach pojawia się temat ewentualnego racjonowania surowca dla przemysłu, analiza uwarunkowań rynkowych oraz pozycji Polski pokazuje sytuację w bardziej zrównoważonym świetle.
Powodem wolniejszego tempa zatłaczania w Niemczech nie jest brak fizycznego surowca na rynku, lecz mechanizmy cenowe. W standardowych warunkach gaz kupowany wiosną i latem był tańszy od kontraktów zimowych, co gwarantowało zysk z jego magazynowania. W tym roku zjawisko backwardation (sytuacja, w której ceny surowca z dostawą natychmiastową są wyższe niż ceny w kontraktach terminowych na przyszłość) odebrało podmiotom prywatnym bezpośrednią zachętę finansową do zapełniania instalacji.
Federalna Agencja Sieci oraz niemieckie ministerstwo gospodarki oceniają ryzyko fizycznego braku gazu jako niewielkie. W scenariuszu standardowych temperatur zimowych 77% zapasów zabezpiecza zapotrzebowanie. W mroźne dni magazyny pokrywają do 50% niemieckiego zużycia, jednak system opiera się obecnie w większym stopniu na imporcie skroplonego gazu ziemnego. Niemcy użytkują 4 pływające terminale FSRU (pływające jednostki magazynowania i regazyfikacji), a piąta jednostka ma rozpocząć pracę w trakcie nadchodzącego sezonu. W razie potrzeby rząd w Berlinie dysponuje również mechanizmami interwencyjnego skupu surowca na koszt państwa, z których korzystał w 2022 roku.
Sytuacja za zachodnią granicą skłania do oceny bezpieczeństwa energetycznego Polski. W przeciwieństwie do modelu niemieckiego, polskie regulacje prawne nakładają na importerów obowiązek utrzymywania zapasów obowiązkowych, co sprawia, że krajowe magazyny wchodzą w sezon grzewczy z poziomem napełnienia bliskim 97%. Różnica tkwi także w strukturze dostaw. Polska dysponuje bezpośrednim połączeniem ze złożami na Szelfie Norweskim poprzez gazociąg Baltic Pipe oraz stałym lądowym terminalem LNG w Świnoujściu. Obie te drogi pokrywają przeważającą część rocznego zapotrzebowania kraju bez konieczności polegania na niemieckim systemie przesyłowym. Zależność polskiego rynku od wahań stanów magazynowych w Niemczech jest niska, a zdywersyfikowana infrastruktura importowa ogranicza ryzyko zakłóceń dostaw dla odbiorców indywidualnych i przemysłowych.
Autor: MJ