Rząd federalny Niemiec rozważa czasowe uruchomienie rezerwowych elektrowni węglowych, aby złagodzić wzrost kosztów energii wywołany konsekwencjami wojny w Iranie. Informacje o możliwych działaniach napływają z kręgów koalicji rządzącej i zostały opisane przez serwis POLITICO. Propozycja budzi kontrowersje, ponieważ większe wykorzystanie węgla prawdopodobnie podniesie emisje CO2, ale jej zwolennicy argumentują, że może to obniżyć ceny energii i ograniczyć zużycie gazu.
Ceny gazu wzrosły znacząco po atakach na Teheran pod koniec lutego, co zaburzyło globalne rynki surowców. Według przedstawicieli niemieckiego rządu, kryzys ograniczył dostępność ropy i skroplonego gazu ziemnego (LNG) o około jedną piątą światowych dostaw. W odpowiedzi Bundestag przyjął pakiet środków mających przeciwdziałać wzrostom cen paliw i energii. Zawiera on m.in. ograniczenia dotyczące podwyżek cen przez przedsiębiorstwa energetyczne. Już w momencie uchwalenia pojawiły się jednak wątpliwości, czy te kroki okażą się wystarczające, jeśli napięcia na rynkach utrzymają się dłużej.
Minister gospodarki i energii Katherina Reiche (CDU) oceniła, że przyjęty pakiet może nie wystarczyć, jeśli kryzys będzie się przedłużał. Zapowiedziała, że w takim przypadku możliwe są kolejne działania osłonowe. Jednocześnie Reiche zasygnalizowała otwartość na rozważenie innych instrumentów, takich jak tymczasowe podniesienie tzw. ulgi na dojazdy do pracy czy potencjalne obniżenie podatku od energii elektrycznej dla wszystkich odbiorców, o ile pozwolą na to ramy budżetowe.
W ramach rozmów między koalicyjnymi partiami SPD i CDU, analizowana jest możliwość czasowego uruchomienia elektrowni opalanych węglem kamiennym z rezerwowej floty. Zgodnie z założeniami, takie działanie miałoby charakter interwencyjny: celem byłoby zapobieżenie niedoborom mocy i stabilizacja cen energii elektrycznej. Zwolennicy rozwiązania podkreślają, że zwiększenie produkcji energii z węgla może pozwolić oszczędzać gaz ziemny, którego ceny pozostają niestabilne.
Ewentualne zwiększenie udziału węgla w miksie energetycznym stoi w sprzeczności z celami klimatycznymi, ponieważ elektrownie węglowe generują więcej emisji gazów cieplarnianych niż jednostki opalane gazem. Krytycy wskazują, że taki krok oddalałby Niemcy od ścieżki redukcji emisji, zaś sygnały płynące z rządu, w tym wcześniejsze wypowiedzi Reiche sugerujące potrzebę złagodzenia unijnego celu neutralności klimatycznej, budzą obawy o trwałość priorytetów klimatycznych.
Część dużych firm energetycznych, w tym Steag, opowiada się za większym wykorzystaniem rezerwowych bloków węglowych już od czasu, gdy napięcia międzynarodowe zaczęły wpływać na rynek energii. Przedstawiciele Steag zwracają uwagę, że:
- rezerwowa flota elektrowni węglowych w Niemczech to około 6,7 GW mocy, co teoretycznie mogłoby zasilić ok. 7 milionów gospodarstw domowych,
- nawet przy niskiej generacji z OZE uruchomienie rezerwy mogłoby – według szacunków firmy – obniżyć ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym nawet o 60 procent,
- bloki rezerwowe mogłyby zostać uruchomione w ciągu 12 godzin od zlecenia operatora systemu przesyłowego.
Obecnie elektrownie te wykorzystywane są przede wszystkim do stabilizacji sieci w okresach zimowych. Operatorzy otrzymują zwrot kosztów, lecz bez możliwości osiągania zysków, a dostępne moce pozostają nieczynne w normalnych warunkach rynkowych.
Na razie nie zapadła jednak żadna wiążąca decyzja w sprawie aktywacji rezerwowych elektrowni węglowych. Publicznie minister Reiche mówiła dotąd przede wszystkim o ewentualnym zwiększeniu ulgi na dojazdy do pracy oraz o rozważeniu obniżki podatku od energii elektrycznej. Debata wewnątrz koalicji koncentruje się na bilansie korzyści i kosztów: z jednej strony krótkoterminowa stabilizacja cen i bezpieczeństwo dostaw, z drugiej, konsekwencje dla emisji i długofalowych celów klimatycznych.
Autor: MJ
Źródło: 1.