Wyobraź sobie, że produkujesz mnóstwo energii z wiatru i słońca, ale w wietrzne dni musisz wyłączać wiatraki, bo lokalna sieć nie jest w stanie przyjąć tylu megawatów. Brzmi jak marnotrawstwo? Niestety, to codzienność wielu regionów w Polsce i w Niemczech. Władze Brandenburgii wpadły jednak na pomysł, który może to zmienić. Rozpoczęły właśnie rozmowy z Polską (a dokładniej z Dolnym Śląskiem) na temat utworzenia czegoś zupełnie pionierskiego: wspólnej, transgranicznej strefy cenowej prądu.

Żeby dobrze zrozumieć ten pomysł, musimy najpierw rozłożyć na czynniki pierwsze to, jak dzisiaj kupujemy i sprzedajemy prąd w Europie.

  • Jednolita strefa cenowa prądu ( bidding zone ) – to obszar, na którym hurtowa cena energii elektrycznej jest dokładnie taka sama dla każdego klienta biznesowego, niezależnie od tego, czy fabryka stoi na północy, czy na południu kraju. Obecnie całe Niemcy stanowią jedną gigantyczną strefę cenową, podobnie jak cała Polska.
  • Redysponowanie ( redispatch ) – to sytuacja awaryjna. Kiedy na północy Niemiec wieje silny wiatr i powstaje za dużo prądu, a kable nie są w stanie przesłać go na uprzemysłowione południe kraju, operatorzy sieci muszą interweniować. Nakazują wtedy „przygaszenie” wiatraków na północy i jednoczesne uruchomienie np. elektrowni gazowej lub węglowej na południu. Za to wyłączenie i włączenie płacimy wszyscy konsumenci w rachunkach za prąd.
  • OZE (Odnawialne Źródła Energii) – prąd czerpany z natury, czyli z farm wiatrowych (turbin wiatrowych) oraz fotowoltaiki (paneli słonecznych).

W czym tkwi problem? Brandenburgia produkuje dziś gigantyczne ilości energii z OZE. Ponieważ w całych Niemczech obowiązuje jeden koszt prądu, mieszkańcy i biznes w Brandenburgii płacą za energię tyle samo, co na południu kraju, choć prąd produkują u siebie i to znacznie taniej. Co gorsza, z powodu braku odpowiednich sieci przesyłowych na południe, ten prąd z OZE jest często „marnowany” (wiatraki, panele  są odłączane od sieci).

Stąd pomysł premiera Brandenburgii, Dietmara Woidke, by zamiast sztucznie blokować produkcję, sprzedać ten nadmiarowy, tani prąd sąsiadom zza Odry i Nysy Łużyckiej w ramach jednej, wspólnej strefy rynkowej.

Jeśli Brandenburgia i zachodnie województwa Polski połączyłyby się w jedną strefę cenową, hurtowy rynek energii w obu tych miejscach zacząłby działać jak jedno połączone naczynie.

Gdy w Brandenburgii wiałby silny wiatr, zamiast wyłączać turbiny, prąd płynąłby bezpośrednio do polskich fabryk i domów. Efekt? Niższe ceny energii po obu stronach granicy. Dla Brandenburgii to szansa na tańszą energię dla własnego przemysłu i przyciągnięcie inwestorów. Dla Polski dostęp do potężnego zastrzyku tańszej energii z OZE.

Rozmowy między premierem Brandenburgii a marszałkiem województwa dolnośląskiego, Pawłem Gancarzem, są na razie na bardzo wczesnym, sondażowym etapie, ale pomysł już zyskuje poparcie izb gospodarczych i polityków.

Choć oficjalne pierwsze rozmowy odbyły się na linii Brandenburgia – Dolny Śląsk, to naturalnym beneficjentem (i potencjalnym uczestnikiem) takiego rozwiązania staje się całe pogranicze polsko-niemieckie, w tym w szczególności styk województwa lubuskiego i dolnośląskiego z Saksonią.

Dlaczego to istotne dla polsko-saksońskiego pogranicza?

  1. Impuls dla Łużyc po obu stronach granicy: Zarówno niemiecka część Łużyc (w Saksonii i Brandenburgii), jak i polska strona (okolice Zgorzelca, Bogatyni i Żar) to regiony tradycyjnie związane z węglem brunatnym. Obecnie przechodzą one transformację energetyczną (proces odchodzenia od paliw kopalnych na rzecz zielonych technologii). Wspólny rynek tańszego prądu przyspieszyłby ten proces, czyniąc cały ten region niezwykle atrakcyjnym dla nowoczesnego przemysłu (np. fabryk baterii czy centrów danych, które potrzebują stabilnej i taniej energii).
  2. Koniec z blokowaniem sieci: Obecnie, gdy w naszym regionie produkuje się za dużo prądu, czasami dochodzi do tzw. niekontrolowanych przepływów kołowych (prąd z Niemiec „wlewa się” do polskiej sieci, przeciążając ją, bo nie mieści się w niemieckich kablach). Wspólna strefa cenowa wymusiłaby rozbudowę interkonektorów (potężnych linii wysokiego napięcia łączących systemy energetyczne obu krajów) na granicy polsko-saksońskiej i polsko-brandenburskiej, co zwiększyłoby kontrolę takich przepływów.
  3. Wspólne klastry energetyczne: Taki ruch otworzyłby możliwości do tworzenia transgranicznych klastrów energii (lokalnych porozumień producentów i konsumentów prądu).

Pomysł stworzenia polsko-niemieckiej strefy cenowej prądu to idea, która rzuca wyzwanie dotychczasowemu, narodowemu podejściu do rynków energii. Choć przed politykami i inżynierami długa droga związana z przepisami unijnymi i technicznym przygotowaniem sieci; gra jest warta świeczki!

Autor: MJ

Źródła: 123.